Strony

poniedziałek, 26 marca 2012

Życie jest jak video

Jestem trochę starej daty. Taki klasyk w lekko nowoczesnym wydaniu. Słucham swingu i jazzu, ale electro swingu i modern jazzu. Chodzę w koszulach, krój casual slim. Mój sposób pojmowania świata też jest niejako retro. Sentymentalny, wrażliwy na piękno ścisłowiec. Dzisiejszy świat cierpi na obsesję posiadania wszystkiego, co nowe. A gdy coś się zepsuje, lepiej wymienić na sprzęt lepszy, nowocześniejszy. Wyjdzie drożej niż naprawa, ale z pewnymi korzyściami. Moje rzeczy natomiast są podtrzymywane przy życiu dopóki ich czas definitywnie nie dobiegnie końca.
 
Zepsuło mi się video. Wciągnęło taśmę. Miałem na niej dużo, bardzo dużo nagrane. Wciągnęło tak nieszczęśliwie, że nie da się kasety wyjąć ze środka. Nic nie pomaga, przerobiłem już głaskanie, uderzanie, ciągnięcie na siłę. Wygląda to tak, jakby ktoś węzeł zawiązał specjalnie, żeby mi utrudnić zadanie. Fatalna sprawa. Niby nikt nie używa dziś video, ale ciężko się rozstać. Niestety, zniknęli też specjaliści od ich naprawy. Albo poradzę sobie sam, albo czekają mnie zmiany, których bardzo nie lubię.

Żeby wyjąć kasetę bez uszkodzenia, trzeba będzie rozebrać całe video. Zdjąć obudowę, rozebrać pół mechanizmu, robota zegarmistrzowska. Tygodnie dłubania bez gwarancji sukcesu. Ciężko będzie to zrobić z moimi trzęsącymi się rękami i niespokojnymi myślami. Ale, jak to mówią, mus to mus. No, dwa głębokie wdechy i do roboty. Śrubokręt krzyżakowy, zestaw płaskich zegarmistrzowskich, dwa torx-y i działamy. Ale najpierw, muszę odłączyć zasilanie. To stare video. A co, jeśli po podłączeniu nie będzie już działać? No cóż, albo ryzykuję, albo skazuję się na pewną śmierć, niejako samobójczą, przez porażenie prądem. Ręka drży, ale wyciąga wtyczkę
i zapada cisza.

Mógłbym tą kasetę po prostu wyrwać. Może nie pourywam żadnych części napędu. Może? To za duże ryzyko. No i taśma, zniszczę ją w ten sposób. Nie chcę jej zniszczyć. Chcę mieć i taśmę,
i video, by móc czasem odtworzyć to, co nagrałem. Dużo tam nagrałem. Wszystkie moje zarejestrowane wspomnienia. To nie jakiś byle film czy teledyski z MTV - z czasów kiedy na MTV leciały jeszcze teledyski. Wyłapane obiektywem skrawki tego, kim obecnie jestem. Oczywiście są tam i złe nagrania, nieudane ujęcia. Ale to w niczym nie przeszkadza. Jeszcze jakiś czas temu chciałem tą kasetę wyrzucić. Jednak te złe, szare fragmenty mają swoje przyczyny
i w większości wynikają z tego, że ktoś wszedł w kadr. Te kolorowe natomiast nie mają żadnego powodu, żadnego wytłumaczenia. One po prostu takie są - szczere. Większość z nich zarejestrowana była przypadkiem, zupełnie spontanicznie. Ich pozytywnego obrazu nie da się logicznie wytłumaczyć, co stanowi ich piękno i czyni je bezcennymi.

Tak, rozbieram video. Nie ma mowy o wyszarpywaniu. Wystarczyło by je regularnie konserwować i nie było by żadnego problemu. A teraz? Boję się, że nie ocalę kasety. Boję się też, że odtwarzacz po mojej naprawie nie będzie chciał już przyjąć innych kaset. Ale trzeba spróbować. Trzeba się starać. Z patrzenia na zepsute video i tak nic nie będzie. Żal tylko jednego - na tej kasecie jest jeszcze bardzo dużo pustej taśmy, na której można by nagrać dalszą część historii...

Demotywator w temacie:


Miło że ktoś myśli podobnie...

2 komentarze:

  1. strasznie lejesz wode ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a mi tam się podoba zwłaszcza że przed chwilą też wciagnelo mi tasme w wideo.. co gorsza, jestem kobieta i wątpię czy uda mi się uratować wideo, o taśmie nie wspomnę...

      Usuń