i wrażliwość? Czy to współczucie, czy użalanie się? Czy to brak możliwości zbudowania nowego życia, czy niechęć do porzucenia starego? Czy to miłość, czy nienawiść?
Czym jest tak w ogóle nienawiść? Za wikipedia.pl:
Nienawiść – bardzo silne uczucie niechęci wobec kogoś lub czegoś, często połączone
z pragnieniem, by obiekt nienawiści spotkało coś złego. Nienawiść bywa przeciwstawiana miłości i opisywana jako męczące uczucie, następujące w wyniku bólu związanego z uczuciem zranienia, zemsty, wrogości i oszukania.
Czym według mądrych tego świata jest miłość? Znów za wikipedia.pl:
Miłość – podstawową definicją jest pragnienie szczęścia dla drugiej osoby (ewentualnie siebie bądź innego ważniejszego bytu). Miłość często jest rozumiana jako dowolna ilość emocji
i doświadczeń zachodzących z powodu silnej więzi. (...) Miłość w ujęciu zgodnym z powyższą definicją umożliwia samorealizację wskutek obecności drugiego człowieka.
Nienawiść bywa przeciwstawiana miłości. Według mnie to nie tak. Można powiedzieć, że nienawidzi się zupy mlecznej - czy to jest prawdziwa niechęć? To nie niesie za sobą przekazu większego niż "nie lubię, nie smakuje mi, nie jest w moim guście". Prawdziwa nienawiść ma źródło w miłości.
Rozumiem już wszystko. Wiem. Przyjmuję. Ale czuję, czuję zbyt wiele by tak po prostu zmienić swoje podejście. Muszę je zmienić, ale dajcie mi czas. Nie wiem po co mi on i co to zmieni, po prostu nie jestem gotowy. Zostałem oszukany i ogarnia mnie nienawiść, ale to nie znaczy, że przestałem kochać. Nie życzę Jej źle, nie chcę by spotkało Ją coś złego. Chcę dla Niej jak najlepiej, ale równocześnie nie chcę, żeby ktoś inny Jej to dał. Przeciwstawne myśli, w jednym miejscu i jednym czasie. Krzywdzę w tej chwili bliskich mi ludzi, moje problemy mogą wydawać się śmiesznie banalne, mało tego - one są śmiesznie banalne, ale nie dla mnie. Każdy przeżywa swoje tragedie. To dlatego, że nigdy nie zrozumiemy co czuje inna osoba. Możemy to wiedzieć, możemy nawet być po tych samych przejściach, ale nie zrozumiemy co siedzi w głowie drugiej osoby. Mówią mi żebym dał spokój, że miłość musi pochodzić z dwóch stron i tylko wtedy ma sens.
I mają rację. Moja miłość jest bez sensu, ale istnieje i nie zmienię tego. Jedynie mogę się z tym pogodzić.
I mają rację. Moja miłość jest bez sensu, ale istnieje i nie zmienię tego. Jedynie mogę się z tym pogodzić.
Jak to jest że odszedłem, mimo że czułem coś takiego? Wygląda na to, że nie ja byłem problemem. Powiedziała mi, że jak się kocha to się nie przestaje. Dlaczego więc mi to zrobiła? Przestała? Myliła się w swoim stwierdzeniu? A może nigdy nie kochała? Można powiedzieć, że pobłądziła. Czemu więc nie walczy, skoro prawdziwa miłość nie zna granic?
Bezgraniczna miłość to wspaniała rzecz, najwspanialsza na świecie. Jest tylko jeden warunek - że jesteś obdarowanym, a nie obdarowującym.
czekam aż na tym blogu pojawia się wesołe kolorki:)
OdpowiedzUsuńPiszesz, że zatraciłeś się w swojej złości, że wytykałeś Jej błędy, a swoich nie widziałeś. Jak możesz więc twierdzić równocześnie, że to nie Ty byłeś problemem? Pytasz, dlaczego Ona Ci to zrobiła? Uważasz, że powinna wszytko znosić, dlatego że Cie kocha?! Uważasz, że powinna dać sobą pomiatać, tylko dlatego że Ty się zagubiłeś? Uważasz więc, że liczą się tylko Twoje uczucia, Jej nie?
OdpowiedzUsuńJej brak miłości był źródłem mojej złości. Prosiłem ją o odrobinę ciepła. Gdyby mnie kochała - potrafiła by. Teraz widzę co potrafi zrobić człowiek z miłości. Jej uczucia są dla mnie najważniejsze, ale ani o nich nie mówiła, ani ich nie okazywała i nawet teraz nie chce naprawić tego błędu. Mój błąd polegał na tym, że nie zacisnąłem zębów mocniej, że tego nie zniosłem. Nie byłem dość silny.
Usuń