Wiem, że nic nie wiem. W starciu z Jej logiką poczułem się jakbym nagle uświadomił sobie, że to co było niebieskie tak naprawdę jest żółte, w żyłach płynie piasek, a woda jest sucha do czasu aż się ją pogłaska.
Ciekawe, czy pan ksiądz specjalista od miłości wspomniał, że ślub bierze się z miłości. Może już się poddał patrząc na te tłumy małżeństw "z rozsądku". Ciekawe, czy powiedział jak to zrobić, by narzeczona z problemami odnalazła się w nowym mieście i nowej rzeczywistości, podczas gdy nie chce rozmawiać o swoich problemach. Co więcej musi dostać niż mieszkanie, nową pracę
i pierścionek zaręczynowy. Co więcej niż pełną dyspozycyjność, zrozumienie i natrętne próby pomocy, odrzucane jedna za drugą.
Teraz z nowym panem narzeczonym wszystko idzie tak łatwo i sprawnie. Może jest wspanialszy. A może Ona nie ma już tych problemów, z którymi ja musiałem walczyć. Tak długo walczyłem
i pomimo beznadziejności sytuacji, choć jestem już wykończony i całkiem rozbity, gdzieś znajduję siły by walczyć dalej. Nie mam już zapału do niczego - jedzenia, uśmiechu, spacerów, rozmowy. Jestem wyczerpany, a wciąż nie potrafię się poddać. Nie potrafię pogodzić się z tym, że można oddać komuś całego siebie, swoją teraźniejszość i przyszłość, każdą swoją rzecz, każde swoje uczucie, każdą swoją łzę i dowiedzieć się, że 'chcę być z Tobą' tak naprawdę oznacza 'nie chcę Ciebie, po prostu interesuje mnie co u Ciebie'. A to już jest sadyzm.
Chciałbym, żeby przyszedł kiedyś jeden dzień, tylko jeden, w którym uświadomisz sobie ile dla Ciebie zrobiłem. Dzień w którym pożałujesz że wybrałaś kogoś zakładającego rodzinę w sposób nieodpowiedzialny jako zastępstwo za kogoś, kto oddał Ci całego siebie. Taki dzień, w którym łza popłynie z Twojego oka, gdy poczujesz to, co czuję w tej chwili, gdy zrozumiesz co czuje człowiek nagi, obdarty z godności, dóbr materialnych, lecz wciąż wierzący. Dzień, w którym uświadomisz sobie, że było mi ciężko bo zrobiłem dla Ciebie więcej niż tylko... Że tak łatwo Ci
z nim, bo od problemów odciągnąłem Cię ja. I że w nagrodę, na znak wdzięczności i docenienia
o które tak prosiłem, odebrałaś mi wszystko co miałem. Jeśli przez 5 sekund będziesz żałowała że mnie odepchnęłaś, będzie to znaczyło że moje dotychczasowe życie miało jakiś sens. Jeśli nie, nie marnuj więcej mojego czasu.
"I choć noc przepalała mu płuca,
samotność wdzierała się w duszę
a tęsknota głęboko ukryła się w jego sercu,
on zamykając oczy, myślami był przy Niej.
Inaczej nie potrafiłby zasnąć."
"I choć noc przepalała mu płuca,
samotność wdzierała się w duszę
a tęsknota głęboko ukryła się w jego sercu,
on zamykając oczy, myślami był przy Niej.
Inaczej nie potrafiłby zasnąć."
łza spłynie niejedna..Twoje życie miało i ma sens..
OdpowiedzUsuńmiłość jest bezinteresowna dlaczego oczekujesz wdzięczności i docenienia?zrobiłeś to bo kochałeś ktoś tego nie docenił ale nie musiał bo robiłeś to z miłości chyba że nie , że dla podbudowania siebie. zrobiłeś tak dużo dlaczego nie zrobiłeś prostych rzeczy?
OdpowiedzUsuńMiłość zawsze oczekuje wzajemności...
Usuńten ból jest nie do zniesienia...nie da się go uśmierzyć, nie ma plastra, leku, niczego...ale da się z nim żyć. Da się go zaakceptować i mimo wybrakowanego szczęścia brnąć dalej przed siebie i się uśmiechać, stawiać sobie kolejne cele i wyzwania.,,ten ból rozerwanego serca nie odbiera życia
OdpowiedzUsuń