Strony

czwartek, 12 kwietnia 2012

Nigdy nie walcz o miłość...

... o prawdziwą nie musisz, o fałszywą nie warto. Czy o miłość zatem w ogóle nie warto zabiegać? Oj, warto...

Gdy miłość się rodzi, gdy pojawia się ktoś na Twojej drodze, kto jest dla Ciebie kimś więcej niż tylko kolejną osobą, potrafisz ślepo rzucić się na los i szukać szczęścia. Problem w tym, że szukając szczęścia - nie znajduje się go. To ono nas znajduje, a nasze zadanie ogranicza się do schwytania go. 'Szukać' w tym miejscu oznacza bardziej 'wypatrywać', 'oczekiwać przyjścia'. Zbyt często jednak szukamy i dajemy się oszukać swojemu pragnieniu, łapiemy nie to co trzeba. Łapiemy skupieni na tym jednym, a reszta przechodzi centymetry od nas, nieraz rzucając spojrzenie za siebie. Pełne zdziwienia, zadające pytanie: "jak można mnie nie zauważyć?". Kto szczęściarz, trafi na prawdziwą. Kto ma pecha - będzie cierpiał.

Po czasie, który zawsze pokaże kto jest kim i co z sobą wnosi do naszego życia, nadchodzi moment w tym pięknym epizodzie na pewne wnioski. Pierwsze, kolejne lub ostatnie. Im więcej
w nas sprzeczności, tym więcej czasu potrzeba na ułożenie wszystkiego. Bez tego nie ma mowy o poprawnej interpretacji, mądrość nie znosi emocji. Emocje stłumią mądrość. Emocje to nasze piękno, ludzkie piękno, determinują nasze pragnienia. Droga do ich osiągnięcia jednak zawsze powinna przejść przez etap suchego, chłodnego myślenia.

Tytułowa walka to nie tylko walka o powstanie miłości, ale również walka o jej zanik. Wszelkie próby ujrzenia rzeczywistości w sposób inny niż faktyczny zawsze skończą się niczym. Prawda jest jedna i tylko jedna. Czasu trzeba jedynie by ją ujrzeć, odnaleźć w sobie. Czasem aż zdziwienie się pojawia, gdy uświadamiamy sobie co w nas siedzi, o czym kompletnie nie wiedzieliśmy. Jak znalezienie banknotu w spodniach nienoszonych od dwóch lat, jak pierwszy list do Mikołaja w szufladzie na klamoty, do której się jedynie wkłada a nic z niej nie wyciąga. Możemy wierzyć w to, że coś tam jest lub nie, ale to nie zmienia faktów. Żeby to odnaleźć, potrzeba nam jedynie parę chwil sam na sam ze sobą. Ciężko sobie uświadomić jak to ważne, gdy życie każdego dnia nas rozczarowuje. Dzieje się tak, bo czekamy, ale sami nie wiemy na co. I tak czas mija.

Znalazłem w sobie coś pięknego, jedynie trochę było zakurzone i przysypane problemami. Wyjąłem jeden z nich i stwierdziłem, że jest nieaktualny, wyrzuciłem. Wyjąłem drugi, no cóż, ciężki, ale warto o nim pamiętać. Odłożyłem na bok, tak żeby nie przeszkadzał. Moim oczom ukazało się to - nie wiem co to było, ale wiedziałem że to jest to słynne 'TO'. Wtedy przyszła Ona i postanowiła zrobić dla mnie to, za czym tak bardzo tęskniłem, postanowiła 'TO' odkurzyć. Nie zorientowała się że to właśnie 'TO'. Odkurzyła i poszła. W tym momencie coś we mnie pękło, coś zniknęło, choć nie wiedziałem co. Coś nie pozwalało mi tego tak zostawić. Wziąłem więc 'TO', wyjąłem, skleiłem, odmalowałem, wymieniłem baterie. Trochę to trwało, ale poczułem ciepło.
W dłoniach i w sobie. Naprawiłem coś. Nadałem sens. Znów dostrzegłem drogę przede mną. Pobiegłem więc pokazać Jej co mieliśmy cały czas w szufladzie na klamoty. Lecz Jej tam nie było.

Szukałem Jej. Wołałem. W końcu Ją znalazłem, pokazałem co mam w dłoniach. Wzruszyła ramionami. Że niby za późno. Że niby trzeba było wcześniej zreperować. A może trzeba było wcześniej dojrzeć potencjał, co? Spytała tylko za czym tęsknię. Za zapachem, głosem, spojrzeniem, sylwetką w fotelu pasażera, wrażliwością i innymi rzeczami, które już tylko dla mnie mają wartość. Obojętność boli bardziej niż nienawiść. Tworzy mur, który można zwalić jedynie siłą. Ale czy jest sens? Czy jest o co walczyć? Przecież gdyby miała w swoich rękach to samo, mur nie był by przeszkodą. Nie ma przeszkód nie do pokonania dla miłości. Czasem jest niemożliwe ciężko, ale mając taki skarb, ciężar znosi się ze łzami w oczach. Nie tymi powodowanymi żalem
i rozpaczą. Są to łzy wzruszenia, że jest na tym świecie coś, za co warto oddać tyle sił i w co warto włożyć tyle wiary. Paradoksalnie, gdy ktoś nie pozwala nam nieść tego ciężaru, jest ciężej. Jednak gdy ten ktoś utrudnia walkę i samemu jej nie podejmuje, oznacza to po prostu, że nie ma o co tyle zabiegać, że drugiej osoby nie obchodzi ani ta część naszego życia, którą chcemy powierzyć, ani jego reszta. Mówi się 'miłość między ludźmi', gdyż tylko liczba mnoga dotyczy tego uczucia. Miłość jednego człowieka nazywa się 'ból'.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz